„Tak, kochanie. Weź wszystkie gwiazdki”.
Monique została na korytarzu, podczas gdy Julien znosił torby.
Gdy tylko weszłam do środka, powiedziała:
„Lucie”.
Odwróciłam się.
„Przepraszam”.
To nie wystarczyło.
Wcale nie.
Ale to była pierwsza szczera rzecz, jaką mi powiedziała, bez owijania jej w folię wyższości.
„Masz do tego pełne prawo” – odpowiedziałem.
Potem wyszedłem.
U Juliena poranek miał w sobie coś obraźliwego w swojej normalności.
Ekspres do kawy hałasował.
Jego żona, Marianne, robiła tosty.
Camille oglądała kreskówkę pod kocem, z jedną skarpetką na wpół ściągniętą, wciąż zbyt senna, by zrozumieć, na czym polega prawdziwy strach dorosłych.
Słońce i tak wzeszło.
Zawsze wschodzi, nawet gdy chcesz je poprosić, żeby poczekało.
O 9:30 zadzwonił Adrien.
Nie odebrałem.
Potem wiadomość.
Gdzie jesteś?
Potem kolejna.
Moja mama mówi, że zgubiłeś
Głowa.
Potem kolejny.
Musimy porozmawiać, zanim pogorszysz sprawę.
Potem:
Lucie, odbierz.
Wpatrywałam się w ekran, kiedy Julien wyrwał mi telefon z rąk i obrócił go do góry nogami na stole.
„Nie ma już dostępu do tej wersji ciebie”.