Ale wiedziałam, że to nie koniec.
Mężczyźni tacy jak Adrien nie poddają się tylko dlatego, że światło jest zapalone. Przegrupowują się. Płaczą, gdy zastraszanie przestaje działać. Grożą, gdy łzy się kończą.
W południe zadzwonił z innego numeru.
Tym razem odebrałam.
Zapadła cisza.
Potem odezwał się jego głos, początkowo cichy.
Za cichy.
„Lucie, w końcu. Twoja kuzynka zamienia to wszystko w cyrk”.
„Powinnaś podziękować swojej matce”.
Długa pauza.
„Nagadała ci mnóstwa bzdur”.
„Znalazła dokumenty, Adrien”.
„Nic”.
Potem:
„Gdzie jesteś?”
Zaśmiałam się tylko raz.
„Nie wolno ci już zadawać mi tego pytania”.
„Lucie, posłuchaj mnie. Zupełnie źle zrozumiałaś te papiery”.
„Zrozumiałam mój sfałszowany podpis doskonale”.
„To było tymczasowe”.
„A ubezpieczenie na życie?”
Cisza.
„To było planowanie rodziny”.
W tym momencie kłamstwo wydawało się niemal absurdalne.
Gaslighting zawsze wygląda żałośnie, gdy ma się dowody w ręku.
„Nie dzwoń do mnie więcej, chyba że przez mojego prawnika”.
„Twój prawnik? Za czyje pieniądze?”
Ta kwestia była dla niego tak typowa, że niemal podziwiałam jego okrucieństwo.
Nie dlatego, że była inteligentna.