Koperta.
Zdjęcie, które upadło na podłogę.
To wszystko wciąż gdzieś we mnie żyło.
Może niektórymi nocami będzie żyło bliżej powierzchni, niż bym chciała.
Ale dom już do niego nie należał.
Mój telefon zawibrował.
Wiadomość od Monique.
„Czy mogę odebrać Camille o 17:00? I znalazłam twoje naczynie żaroodporne”.
Spojrzałam na ekran.
Uśmiechnęłam się mimowolnie.
Nie był to sentymentalny uśmiech.
Bardziej przypominał zmęczony spokój między dwiema kobietami, które widziały tego samego mężczyznę z przeciwnych stron i przetrwały go na różne sposoby.
Odpisałam:
„17:00 będzie dobrze. Zatrzymaj naczynie, jeśli oddasz mi pokrywkę”.
Minutę później wysłała:
„Zgoda”.
Zaśmiałam się do kawy.
Życie ma ten irytujący i piękny sposób na wciągnięcie odrobiny komedii w sam środek ruin.
Później, po zapaleniu świeczek, torcie i bieganiu dzieci, Camille zasnęła w samochodzie w drodze do domu od Monique.
Jej włosy pachniały truskawkowym szamponem i kurzem parku.
W lusterku wstecznym wyglądała tak spokojnie, że aż pękło mi serce.
Wtedy zrozumiałam, że losy naszej rodziny naprawdę się odmieniły tamtej nocy.
Ale nie tak, jak planował Adrien.