Opisałem pułapkę. Zimny trzask zasuwy. Mrożąca krew w żyłach rozmowa przez interkom. Przeraźliwy ból przedwczesnego porodu.
Ani razu nie podniosłam głosu. Nie uroniłam ani jednej łzy. Kiedy jego obrońca przesłuchiwał mnie, próbując przedstawić jako histeryczkę, przyjęłam jego protekcjonalność z absolutnym, przerażającym spokojem.
Oskarżenie odpuściło. Obrona rozpoczęła swoją linię obrony, przedstawiając świadków charakteru.
Następnie wezwano swojego głównego świadka – Mirandę Stevens, byłą narzeczoną Dereka sprzed dekady. Została wezwana, by zeznawać o jego „nieskazitelnym charakterze i łagodnej duszy”.
Miranda stanęła na mównicy, blada i krucha. Gdy obrońca rozpoczął przesłuchanie, patrzyłam, jak Connor pochyla się do przodu.
Jeśli Miranda przekona ławę przysięgłych, że Derek jest świętym, pojawią się uzasadnione wątpliwości. Wyjdzie na wolność.
Adwokat uśmiechnął się do niej ciepło. „Pani Stevens, czy w ciągu czterech lat, które spędziła pani z panem Bennettem, kiedykolwiek przejawiał on skłonności do przemocy?”
Miranda otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale jej wzrok nagle powędrował w moją stronę. Zobaczyła brakujące palce u mojej stopy. Zobaczyła blizny na moich dłoniach.
I nagle główny świadek zaczął hiperwentylować na mównicy.
Sala sądowa zapadła w martwą, elektryzującą ciszę, gdy Miranda chwyciła krawędzie mównicy, a jej kostki zrobiły się zupełnie białe.
„Pani Stevens?” – podpowiedział obrońca, a jego pewny siebie uśmiech zniknął.
Miranda nie spuszczała wzroku z Dereka. Starannie wyćwiczony tekst zdawał się rozpływać na jej języku.
„On…” zaczęła Miranda drżącym szeptem. Łzy spływały jej po rzęsach. „Powiedział mi, że jest szalona. Powiedział mi, że…”
To był tylko wypadek”.