Zadufana w sobie fasada Dereka pękła. Rzucił mordercze, ostrzegawcze spojrzenie w stronę miejsca dla świadków. Adwokat wystąpił naprzód. „Wysoki Sądzie, mój świadek jest wstrząśnięty…”
„Pozwólcie jej mówić!” – zaprotestował ostro prokurator.
Sędzia uderzył młotkiem. „Pani Stevens, czy pan Bennett kiedykolwiek przejawiał skłonności do przemocy?”
Miranda się załamała. Z jej gardła wyrwał się chrapliwy szloch. „Tak! Tak!” – krzyknęła, wskazując drżącym palcem prosto na Dereka. „Zapłacił mi pięćdziesiąt tysięcy dolarów, żebym tu dzisiaj przyszła i kłamała! To potwór!”
Galeria wybuchła chaosem. Derek poderwał się z krzesła, a jego twarz zamieniła się w maskę czystej furii, zanim obrońcy ściągnęli go z krzesła.
„Porządek!” – ryknął sędzia. – „Proszę natychmiast wyjaśnić swoje zeznania”.
Miranda otarła twarz. „Siedem lat temu” – powiedziała, a jej głos rozbrzmiał echem w zadyszanej ciszy. „Próbowałam go zostawić. Spakowałam walizki. Zwabił mnie do piwnicy swojej rodzinnej posiadłości. Zamknął ciężkie dębowe drzwi od zewnątrz”.
Spojrzała mi prosto w oczy. Dostrzegłam w nich przerażające rozpoznanie osoby, która przeżyła.
„Zostawił mnie w ciemności na trzy dni” – płakała Miranda. „Bez jedzenia. Bez wody. Stał po drugiej stronie drzwi i powiedział mi, że jeśli kiedykolwiek spróbuję odejść, nigdy nie zobaczę słońca. Kiedy w końcu mnie wypuścił, byłam tak załamana, że zostałam jeszcze dwa lata. On nie popełnia błędów. On zastawia pułapki!”
Sala sądowa znów eksplodowała. Najważniejszy świadek, którego kupili, żeby mnie zniszczyć, właśnie wręczył oskarżycielowi najpotężniejszą broń: udokumentowany schemat tortur psychicznych.
Sprawa obrony roztrzaskała się jak szkło.