Brak pozy zwycięstwa.
Podał Petro teczkę.
„Wyślij oficjalne zawiadomienie jeszcze dziś wieczorem”.
Marko zrobił krok za nim.
„Zrujnujesz życie setek pracowników przez rodzinną obrazę?”
Maksym się zatrzymał.
Potem odwrócił się.
„Nie. To twoja papierkowa robota.”
Petro dodał: „Ta obelga tylko sprawiła, że moment był mniej uprzejmy”.
Po raz pierwszy tego wieczoru ktoś prawie się roześmiał.
Nie radośnie.
Nerwowo.
Khrystyna usłyszała to i wzdrygnęła się.
Poczułem to wtedy.
Koszt.
Nie dla Marko.
Dla niej.
Stała w sukni wartej więcej niż wszystko, co posiadałam przed ślubem, otoczona kwiatami, odkrywając, że jej przyszłość nie jest taka, jaką sama sobie zafundowała.
I musiałem zdecydować, czy ją tam zostawić.
Moja ręka była na plecach Sofiyki.
Samochód Maksyma czekał za łukiem.
Bezpieczeństwo było dziesięć kroków stąd.
Ale oczy Khrystyny spotkały się z moimi.