To ich chroniło.
Wziąłem Sofiykę za małą dłoń.
Następnie wyszedłem z fontanny i stanąłem boso na zimnych kafelkach.
„Moja córka ma ojca” – powiedziałem.
Mikrofon przy scenie wychwycił mój głos.
Dźwięk wydobywał się z głośników – miękki, ale wyraźny.
„Maksym i ja pobraliśmy się pięć lat temu, w ceremonii cywilnej we Lwowie.”
Fala przeszła wśród gości.
Mój ojciec mruknął coś pod nosem.
Moja matka wyglądała, jakbym ją uderzyła, nie ruszając nawet ręką.
Khrystyna spojrzała na mnie.
„Skłamałeś?”
„Nie” – powiedziałem. „Przestałem opowiadać o swoim życiu ludziom, którzy wykorzystywali każdy szczegół jako broń”.
Marko zacisnął szczękę.
„Maksymie, na pewno rozumiesz emocje związane ze ślubem. Jutro możemy porozmawiać o interesach.”
Twarz Maksyma się nie zmieniła.
„Jutro nie będzie żadnego biznesu.”
Wyrok zabrzmiał mocniej niż krzyk.
Marko mrugnął.
„Umowa—”
“Odwołany.”
Khrystyna złapała go za rękaw.
„Marko, powiedz mi, że nie może tego zrobić.”
Odpowiedziało jej milczenie Marko.
Mój ojciec zrobił krok naprzód, nagle czerwony na twarzy.
„To absurd. Przychodzisz tu, grozisz panu młodemu na jego własnym ślubie i oczekujesz, że wszyscy będą klaskać?”
Wtedy Maksym się odwrócił.
Powoli.