Jego twarz złagodniała dopiero, gdy drzwi się zamknęły.
Wyciągnął do mnie rękę.
„Przepraszam za spóźnienie.”
„Byłeś dwie minuty wcześniej” – powiedziałem.
Wyglądał na zdezorientowanego.
Uśmiechnąłem się słabo.
„Gdybyś przybył przed fontanną, pewnie milczałabym na zawsze”.
Jego oczy wypełniły się czymś ciężkim.
Złość, poczucie winy, miłość.
Może wszystkie trzy.
Sofiyka poruszyła się.
„Czy ciocia Krystyna jest szalona?”
Odgarnąłem jej mokre włosy z czoła.
„Tak, kochanie.”
„Na nas?”
Spojrzałem przez przyciemniane okno na rozświetloną restaurację.
Ludzie poruszali się za szkłem niczym cienie w akwarium.
„Myślę, że jest zła z wielu powodów.”
Sofijka się nad tym zastanowiła.
A potem szepnął: „Dziadek cię popchnął”.
“Tak.”
„Czy przeprosi?”