Ale Marko przełknął ślinę.
Petro przewrócił jedną stronę.
„Dziś o godzinie 18:12 otrzymaliśmy potwierdzenie, że wasza firma złożyła fałszywe gwarancje własności”.
Goście zrobili się bardzo uciszeni.
Nawet fontanna wydawała się teraz głośniejsza.
Welon Chrystyny drżał na wieczornym wietrze.
„Co to znaczy?” zapytała Marko.
Nadal na nią nie patrzył.
Petro kontynuował.
„Oznacza to, że aktywa obiecane jako zabezpieczenie jutrzejszej umowy nie są w całości własnością twojej firmy”.
Marko zaśmiał się raz.
Zbyt ostro.
„To nie jest odpowiednie miejsce.”
„Nie” – powiedział Maksym. „To miejsce stało się miejscem, w którym obraziłeś moją żonę i dziecko w obecności dwustu świadków”.
Moja matka zrobiła krok naprzód.
Perły delikatnie dzwoniły o jej szyję.