Jej makijaż był idealny, ale jej oczy nie były już ślubne.
„Zrobiłeś to celowo” – powiedziała do mnie.
Spojrzałem na nią.
„Celowo wrzucono mnie do fontanny?”
„Czekałeś” – warknęła. „Czekałeś do mojego ślubu, żeby go ujawnić”.
Stare poczucie winy ogarnęło mnie automatycznie.
Ten wyćwiczony odruch.
Potrzeba wyjaśnień, przeprosin, zmniejszenia jej bólu, nawet gdy to ona sprawiła mój.
Przez lata Khrystyna była córką, która błyszczała.
To ja byłam tą osobą, która sprawiała, że sytuacja stawała się niezręczna.
Urodziny obchodziła w restauracjach.
Dostałem wykłady w kuchni.
Otrzymała przebaczenie zanim jeszcze poprosiła.
Obwiniano mnie zanim jeszcze przemówiłem.
A mimo to jakaś część mnie chciała ją chronić.
Nawet teraz.
Zwłaszcza teraz.
Ponieważ widziałem, jak na jej idealnym wieczorze pojawia się pierwsza rysa.
I wiedziałem, jak okrutne jest publiczne upokorzenie.
Maksym obserwował mnie i znowu czekał.
On nie wybrałby za mnie.
Dlatego go kochałam.
Dlatego też to bolało.
Petro wyjął kolejny papier.
„To jest poprawiony raport akcjonariuszy z firmy pana Wasylenki.”
Marko atakował wzrokiem, nie ciałem.
“Wystarczająco.”
Petro zrobił pauzę.
Wtedy zrozumiałem.
To było coś większego niż zrujnowane wesele.