Cała.
Nieosiągalny.
„Pięć lat” – wyszeptał drżącym głosem. „Pięć lat szukałem cię w każdym zakątku tego kraju”.
Nie odpowiedziałam.
Rafael podszedł, ale zatrzymał się, zanim dotknął mojej dłoni.
Być może w końcu zrozumiał, że nie wszystko, czego się pragnie, można jeszcze dosięgnąć.
„Zostawiłem Biancę” – powiedział szybko, jakby to nadal miało znaczenie. „Po twoim odejściu zdałem sobie sprawę… zdałem sobie sprawę, że nic nie ma sensu. Firma się rozrastała, pieniądze rosły, kontrakty napływały. Ale dom pozostał pusty. Przyjeżdżałem i słyszałem ciszę. Ciszę, która doprowadzała mnie do szału”.
Milczałam.
Przełknął ślinę.
„Lívio, wybacz mi. Byłem tchórzem. Bałem się rodziny, akcjonariuszy, prasy, że splamię dobre imię Czarnogóry. Ale prawda jest taka, że splamiłem jedyną czystą rzecz, jaką miałem”.
Po raz pierwszy zobaczyłam łzy w jego oczach.
„Myślałem o Gabrielu każdej nocy. Zastanawiałem się, czy nadal o mnie pyta. Czy nadal pamięta moją twarz. Czy nadal… czy nadal będzie mnie nazywał tatą”.
W tym momencie Gabriel podszedł ze szklanką soku w dłoni.
„Mamo, kim jest ten młody mężczyzna?”
Świat się zatrzymał.
Rafael spojrzał na chłopca.
Widział w jego twarzy swoje oczy.
Widział kształt jego brody.
Jego postawę.
Ta sama zimna powaga, której użył lata temu, by skrzywdzić mnie i własnego syna.
„Gabriel…”
Głos mu się załamał.
„To ja. Jestem… Jestem twoim ojcem”.