Kiedy zobaczył dokumenty, wyraz jego twarzy się zmienił.
„Rozwód?”
„Już je podpisałem. Jutro zajmę się ostatnimi papierami przeprowadzkowymi. Gabriel i ja wyjeżdżamy. Nie będziesz musiał już kłamać, ukrywać się, udawać, że nie masz rodziny. Nie będę cię już nazywać mężem. I nigdy więcej nie będę próbowała zmusić mojego syna, żeby nazywał ojca ojcem, który nigdy nie chciał być jego ojcem”.
Rafael zaśmiał się krótko, gorzko i arogancko.
„Naprawdę myślisz, że możesz beze mnie żyć?”
Wpatrywałam się w niego.
„Mogę”.
„Livio, przestań dramatyzować. Podrzyj to i idź spać”.
„To nie dramat”.
Mój głos zabrzmiał tak spokojnie, że nawet ja byłam zaskoczona.
„To ostatnia noc, kiedy nas widzisz”.
Następnego ranka Rafael pojechał do Brasilii na spotkanie z inwestorami.
Może myślał, że po prostu cierpię.
Może myślał, że jak za każdym razem, przełknę ból, zrobię kawę, poskładam mu koszule i będę udawać, że moje serce nie zostało złamane.
Ale trzy dni później, kiedy wrócił, zastał mieszkanie tak puste, że wyglądało, jakby nigdy nie było zamieszkane.
Nie było żadnych zabawkowych samochodzików porozrzucanych po podłodze.
Nie było żadnych rysunków przyklejonych do lodówki.
Nie unosił się zapach świeżego ryżu, parzonej kawy ani chleba kukurydzianego.
Moich ubrań nie było w szafie.
Szczoteczka do zębów Gabriela też nie była w łazience.
Na kuchennym stole zostawiłam obrączkę, której nigdy nie odważył się pokazać światu.
Obok niej krótka notatka.
„Dziękuję za sześć lat udawania. Od dziś ojciec Gabriela nie żyje w jego pamięci. Możesz żyć życiem, które zawsze wybrałeś”.
Według ochroniarzy firmy, Rafael przybył do siedziby Faria Lima jak szalony.
„Gdzie jest pani Alcântara?” krzyknął z rozczochranymi włosami i czerwonymi od gniewu, senności lub żalu oczami.
Nikt nie odważył się od razu odpowiedzieć.
To Marcelo podszedł.
„Doktorze Rafael… złożyła rezygnację w zeszłym tygodniu”.
„Dokąd poszła?”
„Powiedziała, że leci do Florianópolis. Słyszałem, że jej lot z Congonhas wylatuje dziś”.
Rafael wyszedł, nie odpowiadając.
Zszedł do garażu, wsiadł do samochodu i jechał przez São Paulo, jakby całe miasto było wrogiem.
Dzwonił na mój numer dziesiątki razy.
Ale odpowiedź zawsze była ta sama.
„Wybrany numer nie istnieje lub jest poza zasięgiem”.