Sześć lat małżeństwa.
Sześć lat spania obok mężczyzny, który na oczach całego świata traktował mnie jak pracownicę.
I przez te same sześć lat zabraniał Gabrielowi nazywać go ojcem.
Rafael szedł powoli, w tempie Bianki.
Jedną ręką trzymała jakieś dokumenty przy piersi, a drugą lekko dotykała rękawa jego garnituru, jakby ten gest był intymny, naturalny, dozwolony.
Ta scena była zbyt słodka.
Na tyle słodka, że poczułam się śmiesznie.
Kiedy nasze drogi się skrzyżowały, poczułam ucisk w piersi.
Mimo to nie mogłam się powstrzymać.
„Rafael…”
Przerwał.
Jego spojrzenie padło na mnie z chłodem zamkniętych drzwi.
„Pani Alcântara”.
Formalny sposób, w jaki się do mnie zwrócił, zabrzmiał jak ciche ostrzeżenie.
Byliśmy w firmie.
Tam, między nami, nie było małżeństwa.
Nie było dziecka.
Nie było żadnej historii.