„Dlaczego jeszcze nie śpisz?” zapytał, nawet nie patrząc na Gabriela śpiącego na sofie.
„Dziś są urodziny Gabriela, Rafaelu. Czekał na ciebie, aż zaśnie”.
Mój głos zabrzmiał cicho.
Ale ręce mi drżały.
„Miałam nagły wypadek w firmie. Pracujesz tam, powinieneś wiedzieć.
„Bianca musiała dopracować materiały do nowego projektu z inwestorami”.
„Nagły wypadek?” zapytałam, patrząc mu prosto w oczy. „Czy musiałeś ją odwieźć do domu, bo bała się wrócić sama?”
Rafael przestał zdejmować krawat.
Jego spojrzenie stwardniało.
„Livio, nie zaczynaj. Nie mieszaj pracy z naszym życiem osobistym. I jeszcze jedno: już ci mówiłam, żebyś nie przyzwyczajała chłopaka do bycia ode mnie zależną. Znasz umowę”.
„Umowa polegała na tym, żeby utrzymać nasze małżeństwo w tajemnicy” – odpowiedziałam, czując, jak każde słowo rwie mi się do gardła. „Nie chodziło o traktowanie własnej krwi jak błędu”.
„Dość”.
Jego głos zabrzmiał sucho.
Potem szybko spojrzał na Gabriela i zniżył głos.
„Jestem zmęczony. Jeśli chcesz pieniędzy na prezent, weź je z mojej karty. Ale nie stawiaj mnie z tego powodu pod ścianą”.
W tym momencie coś we mnie umarło.
Nie wydało żadnego dźwięku.
Nie bolało tak, jak sobie wyobrażałam.
Była po prostu cisza.
Zdecydowana cisza.
Podeszłam do szuflady w biblioteczce i wyjęłam białą kopertę.
Podałam mu ją.
Rafael zmarszczył brwi.
„Co to jest?”
„Twoja wolność”.
Otworzył kopertę.