】
Z daleka widziałam, jak wyjmuje telefon z kieszeni.
Spojrzał na ekran.
Trzy sekundy później schował urządzenie.
Bez odpowiedzi.
Na jego twarzy nie było żadnej zmiany.
Bez wahania.
Rozmowa toczyła się dalej pusto.
Zaśmiałam się cicho.
Livio, kiedy się obudzisz?
Wiesz, że to serce z kamienia nigdy nie ogrzeje was obojga.
Dlaczego wciąż czekasz?
Odłożyłam telefon, wzięłam głęboki oddech i wyszłam, nie oglądając się za siebie.
Rafael Montenegro.
Wkrótce będziesz wolny.
Tym razem ja też.
CZĘŚĆ 2
Była już noc, kiedy dotarłem do naszego małego mieszkania w Vila Mariana.
Gabriel spał na sofie, wciąż ubrany w czerwoną pelerynę superbohatera.
Na małym stoliku przed nim leżało małe ciasto czekoladowe z jedną niebieską świeczką, nietkniętą, krzywo ułożoną, nigdy niezapaloną.
Przez kilka sekund nie mogłem oddychać.
Ból, który przez lata był palący i rozpaczliwy, tej nocy przerodził się w coś innego.
Zamienił się w zimną wściekłość.
Czystą wściekłość.
Wściekłość, która nie krzyczała.
Zdecydowała.
Punkt jedenasty: drzwi się otworzyły.
Rafael wszedł ze zmęczoną twarzą, z kurtką przerzuconą przez ramię i zapachem damskich perfum unoszących się na jego koszuli.
Perfumy Bianki.