Gabriel spojrzał na mnie.
Potem znów spojrzał na Rafaela.
Nie było w nim gniewu.
Nie było smutku.
Nie było tęsknoty.
To była tylko odległość.
Odległość tak czysta, że bolała bardziej niż jakikolwiek krzyk.
„Przepraszam pana” – powiedział uprzejmie Gabriel. „Mama powiedziała mi, że mój ojciec zmarł dawno temu. Chyba nas pan myli”.
Rafael zbladł.
Każde słowo chłopca przeszyło go niczym nóż.
To był owoc sześciu lat zaprzeczania.
Bycie obcym wobec własnego syna.
„Livio, proszę…”