Spuściła wzrok. „Nic ważnego”.
Lekko skinąłem głową. „Te zazwyczaj są najlepsze”.
Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
I nagle coś znowu zaczęło rosnąć.
Wyglądało na to, że sekretna obietnica Lily, złożona samej sobie, przygotowywała mnie do życia po jej śmierci… nie dając mi nawet do zrozumienia, że już zaakceptowała tę możliwość.
I po raz pierwszy odkąd ją straciłem, nie byłem już uwięziony w ciszy.
Ruszałem naprzód.
I jakoś wydawało się, że to jest dokładnie to, czego Lily pragnęła od samego początku.