„Nie rozumiem…”
Pani Holloway ściszyła głos, podając mi mały kluczyk.
„Lily prosiła, żebym to schowała. Powiedziała, że zrozumiesz, jak zobaczysz, co jest w środku”.
Powoli skinęłam głową, ale nic nie miało sensu.
Schowek znajdował się między pralnią a opuszczonym sklepem z narzędziami. Przejeżdżałam obok niego niezliczoną ilość razy, nie zwracając na niego uwagi. Moje ręce znów się zatrzęsły, gdy otwierałam drzwi.
Metalowe drzwi zagrzechotały i uniosły się w górę.
Na pierwszy rzut oka wyglądały na puste. Potem mój wzrok się przyzwyczaił i zauważyłam rzędy pudeł równo ułożonych pod tylną ścianą.
Na każdym z nich widniało moje imię.
Kolana o mało się pode mną nie ugięły.
Sięgnęłam po pierwsze pudełko i zawahałam się, zanim je otworzyłam.
W środku były listy — dziesiątki odręcznych listów.
Każdy był starannie opisany starannym pismem Lily.
„Otwórz, kiedy nie będziesz mogła wstać z łóżka”.
„Otwórz w swoje urodziny”.
„Otwórz, kiedy będziesz na mnie zła”.
„Otwórz, kiedy zapomnisz, jak brzmi mój głos”.
Wzrok zamglił mi się od łez.