Na chwilę zapadła cisza.
„Lily zostawiła coś w swojej szafce. Nie wiedzieliśmy o tym do dzisiaj. Było na tym pani nazwisko”.
Ledwo pamiętam, jak chwyciłam klucze, zamknęłam mieszkanie, czy jak tam pojechałam.
Szkoła wydawała się boleśnie nie na miejscu bez mojej córki.
Korytarz był cichy i pusty, z wyjątkiem pani Holloway i pedagoga szkolnego, pana Bennetta, stojących przy szafkach. Oboje wyglądali, jakby płakali. Moje kroki zbyt głośno odbijały się echem od kafelków.
Kiedy do nich dotarłam, pani Holloway podeszła i podała mi kopertę.
Dłonie mi drżały, gdy ją przyjmowałam. Na przedniej stronie widniały dwa słowa wypisane ręką Lily:
„DLA MAMY”.
Otworzyłam ją ostrożnie, bojąc się tego, co czekało w środku.
Była tam tylko jedna karteczka.
„Dotrzymałam jednej obietnicy, tajemnicy przed tobą… Ale zrobiłam to, bo cię kocham”.
Pod spodem widniał adres małego schowka kilka mil od naszego mieszkania.
Podniosłam wzrok, zdezorientowana i z trudem łapiąc oddech.