Na górze leżał mały dyktafon.
Podniosłam go ostrożnie, palce drżały mi tak bardzo, że o mało go nie upuściłam.
Przez chwilę tylko się w niego wpatrywałam. Potem nacisnęłam play.
„Cześć mamusiu… jeśli to słyszysz, to znaczy, że nie mogłam zostać tak długo, jak się spodziewałyśmy”.
To był głos Lily. Cichy, znajomy, boleśnie prawdziwy.
Usłyszenie go uderzyło mnie jak fala przypływu.
Zaparło mi dech w piersiach tak gwałtownie, że myślałam, że się przewrócę.
Osunęłam się na zimną betonową podłogę, zakrywając usta dłońmi i płacząc.
„O Boże, Lily… co ty zrobiłaś?”
Nie wiem, jak długo tam siedziałam.
W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie dam rady sama.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do jedynej osoby, o której wiedziałam, że przyjdzie natychmiast, bez zadawania pytań.
„Judy…” Mój głos się załamał. „Potrzebuję cię. Jestem w schowku, który Lily przygotowała”.
„Judy”, odpowiedziała natychmiast, bez wahania.
Moja siostra miała salon fryzjerski po drugiej stronie miasta i mogła wychodzić, kiedy tylko chciała.
Przyjechała szybko.
W chwili, gdy Judy weszła do schowka, zamarła w drzwiach.