Przez kilka sekund ojciec milczał. W tej ciszy było więcej gniewu niż w krzyku.
— Wezwać lekarza — powiedział spokojnie.
Jedna z asystentek natychmiast wyszła.
Prawnik naszej rodziny, licenciado Herrera, rozłożył na stole teczki z dokumentami. Brązowe, czarne, czerwone. Każda oznaczona datą. Każda podpisana. Każda gotowa.
Ojciec kazał mi usiąść.
— Valerio — powiedział cicho — jesteś pewna?
Wiedziałam, o co pyta.
Nie o to, czy Rodrigo mnie uderzył.
Nie o to, czy mnie zdradził.
Pytał, czy jestem gotowa przestać chronić człowieka, którego kochałam bardziej, niż on na to zasługiwał.
Spojrzałam na bandaż, który lekarz owijał wokół mojej dłoni.
— Jestem pewna.
Herrera przesunął w moją stronę pierwszy dokument.
— Aktywujemy klauzulę ochronną. Zamrożenie kont osobistych powiązanych z aktywami spółki. Natychmiastowe odwołanie pełnomocnictw pana Rodriga Alcázara. Blokada dostępu do rachunków firmowych. Audyt wydatków z ostatnich trzydziestu sześciu miesięcy. Zabezpieczenie rezydencji Las Lomas. Oraz zawiadomienie w sprawie napaści i fałszywego oskarżenia o kradzież.
Każde słowo brzmiało jak zamknięcie kolejnych drzwi.
Przez trzy lata Rodrigo wierzył, że firma jest jego.