— To nie tak — wyjąkała Ximena. — Ja tylko…
Herrera odtworzył drugie nagranie. Salon. Rodrigo rozmawiający z Ximeną przed sceną. Jej szept. Jego krótkie skinienie głową. Potem spojrzenie w moją stronę.
Następnie szkło, krzyk, oskarżenie.
I policzek.
Na ekranie widziałam siebie, jak odwraca mi głowę od uderzenia.
Nie płakałam wtedy.
Nie płakałam też teraz.
Ale mój ojciec odwrócił wzrok na ułamek sekundy.
To wystarczyło, żebym wiedziała, jak bardzo go to zabolało.
— Kto to zaplanował? — zapytał spokojnie.
Ximena rozpłakała się natychmiast.
Rodrigo odwrócił się do niej gwałtownie.
— Zamknij się.
Ale było za późno.
— On powiedział, że musi się jej pozbyć przed rozwodem — wyrzuciła z siebie. — Powiedział, że jeśli będzie wyglądało, jakby ukradła coś z domu, nikt jej nie uwierzy. Mówił, że jest nikim. Że nawet jeśli będzie krzyczeć, wszyscy uznają ją za histeryczkę.
Doña Leonor osunęła się na krzesło.
Rodrigo spojrzał na mnie. Jego twarz nie była już wyniosła. Była naga.
Nie było na niej miłości. Nie było żalu.
Był strach.
— Valeria — zaczął.
— Nie.
Jedno słowo.
A jednak zamknęło mu usta.
Herrera podał mu dokumenty.