„Znaleźliśmy ją” – powiedział cicho Gordon.
Serce mi zamarło. Ścisnęłam dłoń Leo.
„Polowanie?” Zapytałam, bojąc się odpowiedzi.
Gordon pokręcił głową. „Nie. Richard cię okłamał. Nie wrzucił jej do wody. Pochował ją w lesie za twoją posesją. Płytki grób”.
Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. „Czy ona…”
„Ona żyje, Martho” – powiedział Gordon.
Upuściłam kawę. „Co?”
„Ledwo” – odparł szybko Gordon. „Hipotermia, poważny uraz głowy. Była owinięta w koc. Zimno faktycznie spowolniło jej metabolizm. Ratownicy medyczni mają puls. Właśnie przetransportowują ją helikopterem do szpitala ogólnego”.
Wypuściłam oddech, który, jak mi się wydawało, wstrzymywałam przez trzydzieści lat. Odwróciłam się do Leo i przytuliłam go tak mocno, że myślałam, że go złamię.
„Słyszałaś to?” – krzyknęłam. „Mama żyje”.
Leo zaczął płakać. Ja też zaczęłam płakać. Na chwilę pułkownik zniknął, zostały tylko matka i babcia, drżące z ulgi.
Wynieśli Richarda z radiowozu, żeby przewieźć go do federalnego transportu. Był skuty, z ręką na temblaku.
Zobaczył mnie.
Przestał walczyć z agentami. Po prostu się gapił.
Wstałem i podszedłem do niego. Agenci pozwolili mi przejść.
„Chybiłeś” – powiedziałem po prostu.
Richard spojrzał na mnie z nienawiścią, ale pod spodem krył się strach. „Kim jesteś?” – wyszeptał. „Naprawdę?”
„Jestem matką Sarah” – powiedziałem. „I jeśli kiedykolwiek jeszcze wypowiesz moje imię, imię Leo, imię Sarah… następnym razem nie zadzwonię do FBI. Zajmę się tym na miejscu”.
Richard z trudem przełknął ślinę. Spojrzał w twarde oczy kobiety, którą uważał za ofiarę. Ujrzał prawdę. Skinął głową, raz, przerażony.
Wrzucili go do furgonetki.
Gordon podszedł do mnie. „To był cholerny blef z tym nagraniem Tesli, Martho. Sprawdziliśmy samochód. Kamera samochodowa była wyłączona”.
Uśmiechnęłam się. „Wywiad to sztuka rozpoznawania, czego boi się twój wróg, Gordon. Wiedział, co zrobił. Musiał tylko uwierzyć, że ja też to wiem”.
„Wciąż masz to w nosie” – powiedział Gordon. Podał mi wizytówkę. „Wiesz, przydałby nam się konsultant. Ktoś z twoimi… umiejętnościami. Emerytura jest dobra”.
Spojrzałam na wizytówkę. Potem spojrzałam na Leo, który obserwował start helikoptera, niosąc swoją matkę w bezpieczne miejsce.
Spojrzałam na mój ogród, zdeptany przez SWAT-y. Moje hortensje zostały zniszczone.
„Nie” – powiedziałam, oddając wizytówkę. „Mam pracę”.
„Och?” – zapytał Gordon. „Jakie jest zadanie?”