„Ona zwariowała!” krzyknął Richard. „Uciekajcie!”
„Przesyłam właśnie pakiet danych do Wydziału Cyberprzestępczości FBI w Quantico” – oznajmiłam. „Zawiera nagranie z kamery samochodowej Tesli Model X, numer rejestracyjny RS-998. Nagranie z sygnaturą czasową 1:00 w nocy. Na nagraniu widać mężczyznę wciągającego do bagażnika duży, owinięty w dywan pakunek”.
Richard zamarł. Kij lekko opadł.
„Kłamiesz” – wyszeptał. Ale jego oczy go zdradziły. Arogancja zamigotała, zastąpiona pierwszą iskrą autentycznego strachu.
„Naprawdę?” Zerknąłem na laptopa stojącego na kuchennej wyspie za mną. Ekran świecił na zielono. PRZESYŁANIE ZAKOŃCZONE.
„Mam też dane geolokalizacyjne” – kontynuowałem. „Nie poszedłeś na wysypisko, Richard. Poszedłeś do starego kamieniołomu przy drodze nr 9. Myślałeś, że woda jest wystarczająco głęboka”.
W pomieszczeniu panowała grobowa cisza. Na zewnątrz szalała burza, ale w środku powietrze było gęste od przerażenia.
Szef Miller spojrzał na Richarda. „Richard… o czym ona mówi?”
„Ona to zmyśla!” krzyknął Richard, a jego twarz zrobiła się sina. „Zhakowała mój samochód? To nielegalne! Aresztować ją za włamanie!”
„Morderstwo też jest nielegalne, Richard” – powiedziałem.
Richard spojrzał na Millera. „Zastrzel ją”.
Miller cofnął się. „Co?”
„Ona ma broń!” skłamał Richard, wskazując na moje ręce pod kocem. „Widziałem! Ona nas zabije! Zastrzel ją, Miller, albo przysięgam na Boga, że ujawnię każdą łapówkę, jaką kiedykolwiek wziąłeś!”
To był manewr szczura w potrzasku. Richard wiedział, że został złapany. Teraz musiał wyeliminować świadka.
Miller spojrzał na mnie. Pocił się. Był skorumpowanym człowiekiem, słabym człowiekiem, ale czy był mordercą?
„Pani Vance” – powiedział Miller drżącym głosem. „Pokaż mi ręce. Powoli”.