Objęłam Leo ramieniem. „Odbudowa. I ochrona”.
Część 6: Strażnik
Sześć miesięcy później
Ogród odzyskiwał siły. Hortensje znów kwitły, a ich wielkie, błękitne głowy kiwały się na delikatnym wietrze.
Siedziałam na huśtawce na werandzie i robiłam na drutach. Szalik w końcu był skończony.
Sara siedziała na ogrodowym krześle. Była chuda i miała bliznę na linii włosów, która nigdy do końca nie zblednie, ale uśmiechała się. Patrzyła, jak Leo goni złotą
Szczeniak retrievera po trawniku.
Batalia sądowa była krótka. Richard przyznał się do usiłowania zabójstwa i porwania, aby uniknąć procesu, w którym moje zeznania zniszczyłyby go publicznie. Odsiadywał trzydzieści lat bez możliwości zwolnienia warunkowego.
Szef Miller zrezygnował w niesławie i został oskarżony o korupcję.
W miasteczku panowała cisza. Sąsiedzi patrzyli na mnie teraz inaczej. Nie widzieli już tylko wdowy Vance. Machali z odrobiną szacunku, może z lekkim wahaniem. Słyszeli plotki. W małych miasteczkach zawsze krążą plotki. Niektórzy mówili, że jestem agentką CIA. Inni, że płatną zabójczynią.
Pozwoliłam im mówić. Strach to dobre ogrodzenie.
Leo podbiegł na werandę, zdyszany. „Babciu! Patrz! Znalazłem chrząszcza!”
Uśmiechnęłam się, odkładając robótkę. „Pokaż mi”.