„Martha” – zatrzeszczał głos Richarda w głośniku. „Widzę, że nie śpisz. Mam tu komendanta Millera. Mamy nakaz wydalenia nieletniego. Otwieraj.”
Komisarz Miller. Człowiek, który przez dekadę ustawiał mandaty Richarda za jazdę pod wpływem alkoholu. Człowiek, który zawdzięczał swoją pozycję politycznej machinie Richarda.
Nacisnęłam przycisk rozmowy. „Nakaz? O 3:30 nad ranem? Szybko poszło, komendancie.”
„Pani… Vance” – odezwał się Miller, starając się brzmieć autorytatywnie, ale po prostu zmęczony. – „Mamy zgłoszenie o porwaniu. Pan Sterling mówi, że zabrałeś chłopca. Po prostu go oddaj, a załatwimy to polubownie”.
„Chłopak tu przyszedł” – powiedziałem. – „Uciekał przed przemocą domową. Wnoszę o areszt tymczasowy na podstawie Ustawy Stanowej 44-B”.
„Ona teraz powołuje się na przepisy” – zaśmiał się Richard w tle. – „Odstawiła leki, Miller. Wyjaśnij”.
„Martho” – powiedział Miller. – „Nie zmuszaj nas do tego. Jesteś starą kobietą. Nie chcemy cię skrzywdzić. Ale jeśli nie otworzysz tych drzwi za trzy minuty, wejdziemy. A jeśli będziesz stawiać opór, aresztujemy cię za porwanie”.
„Popełniasz błąd, Miller” – powiedziałem. – „Richard zabił swoją żonę. Sarah zaginęła”.
„Sarah jest w Cabo” – krzyknął Richard. „Napisała do mnie godzinę temu! Masz urojenia! Właśnie o tym mówię, Miller! Ona jest niedołężna i niebezpieczna!”
„Trzy minuty, Marto” – powiedziała Miller.
Odsunęłam się od interkomu.
Myśleli, że mają do czynienia z przestraszoną emerytką. Myśleli, że układ sił jest zdecydowanie na ich korzyść: trzech uzbrojonych mężczyzn, ciężar prawa i młodzież kontra jedna geriatryczna wdowa.
Podeszłam do kuchennej wyspy i otworzyłam laptopa. Nie był to model konsumencki. To był wojskowy Toughbook z szyfrowanym łączem satelitarnym.
Wpisałam hasło, którego nie używałam od 1999 roku.
AUTENTYZACJA…
WITAMY, DYREKTORZE VANCE.