Spojrzałam na zabandażowaną nogę. Ból pulsował we mnie jak drugie uderzenie serca.
„Wydajesz się szczęśliwa” – powiedziałam.
„Jestem. Nareszcie”.
„To ciesz się”.
Zatrzymał się. „Ciesz się czym?”
„Piątkiem”.
Zanim zdążył odpowiedzieć, rozłączyłam się.
W piątek rano Richard wszedł do sali konferencyjnej, spodziewając się oklasków.
Zapadła cisza.
Obserwowałam na żywo z mojego szpitalnego łóżka, jak dyrektorzy siedzą sztywno wokół szklanego stołu. Richard stał na czele, a Vanessa obok niego w białym garniturze, lśniąca jak złodziej na koronacji.
„O co chodzi z tym pilnym spotkaniem?” – warknął.
Przewodniczący otworzył teczkę.
„Zmiana kontroli”.
Uśmiech Richarda zniknął.
Ekran z przodu sali rozświetlił się.
Moja twarz się pojawiła.
Blada. Posiniaczona. Spokojna.