Potem groźba.
„Cicho bądź, bo do nich dołączysz”.
Nikt się nie ruszył.
Po raz pierwszy odkąd ją poznałam, Margaret wyglądała na małą.
Daniel rzucił się w stronę pilota. Jeden z detektywów natychmiast go złapał i wykręcił mu rękę za plecy.
„Wrobiłeś mnie!” krzyknął Daniel.
Wpatrywałam się w mężczyznę, którego kiedyś kochałam.
„Nie” powiedziałam cicho. „Pochowałeś nasze dzieci i myślałeś, że pogrzebię prawdę przy nich”.
Wtedy Margaret zaczęła płakać.
Tym razem prawdziwe łzy.
Nie z powodu Noaha.
Nie z powodu Lily.