„Nie”.
Jedno słowo.
Ostre jak brzytwa.
Przeszukanie trwało czterdzieści minut.
Odkryli ukrytą skrytkę w biurze Daniela. W środku były listy ubezpieczeniowe, telefon jednorazowy i wydrukowane e-maile między nim a Margaret, w których omawiali „czas”. Odkryli również paragony za importowane środki uspokajające, które Margaret kupiła pod nazwiskiem swojej siostry.
Najgorsze odkrycie nastąpiło jednak w zamrażarce w garażu.
Pojemnik na mleko modyfikowane zamknięty w plastikowej folii.
Margarita usiadła, gdy tylko detektywi wnieśli go do środka.
Daniel zaczął się pocić.
„To nie nasze” – powiedział szybko.
Uniosłam telefon. „Zawiera zarówno twoje, jak i jej odciski palców. Zleciłem jego sprawdzenie po pierwszym ataku Noaha – zanim zamieniliście się pojemnikami”.
Otworzył usta.
Nic nie powiedział.
Margarita pierwsza otrząsnęła się. Zło zazwyczaj otrząsa się.
Stała wyprostowana, z dumnie uniesioną brodą. „Nie da się udowodnić zamiaru. Dzieci umierają. Matki zawodzą. Wszyscy wiedzą, że była nieostrożna”.
Maya spojrzała na mnie. „Claire, nagranie z kaplicy?”
Podłączyłam telefon do telewizora.
Głos Margaret wypełnił salon.
„Bóg je zabrał, bo wiedział, jaką jesteś matką”.
Potem nastąpiło uderzenie.
Uderzenie.