Sprawa szybko trafiła do sądu, bo Roman natychmiast próbował podważyć testament. Twierdził, że jego matka była zmanipulowana przez „biedną rodzinę z sąsiedztwa” i „dziecko wykorzystywane do wzbudzania litości”. Jego prawnik sugerował, że Kuba mógł celowo zbliżyć się do chorej kobiety.
Na sali sądowej chłopiec siedział przy mamie i czuł, jak boli go brzuch. Nigdy wcześniej nie widział sądu. Wszystko było tam zbyt wysokie: ławki, okna, głosy dorosłych.
Roman mówił długo.
O obowiązkach syna.
O rodzinie.
O tym, że matka „pod koniec życia nie rozpoznawała rzeczywistości”.
Wtedy pani Janina wstała jako świadek.
Miała na sobie szary płaszcz i kapelusz, którego używała tylko na Wszystkich Świętych i ważne sprawy.
„Helena rozpoznawała rzeczywistość lepiej niż jej syn” powiedziała spokojnie. „Wiedziała, kto przyjechał po dom, a kto przychodził z wodą.”
Na sali zrobiło się cicho.
Potem pokazano nagrania z pendrive’a.
Pani Helena, siedząca w fotelu, mówiła do kamery słabym, ale wyraźnym głosem:
„Jeśli Roman powie, że Kuba mnie okradł, kłamie. Jeśli powie, że Anna namówiła mnie do testamentu, kłamie. Jeśli powie, że byłam nieświadoma, niech ktoś zapyta go, dlaczego pamiętam dokładnie datę, kiedy ostatni raz odwiedził mnie bez prośby o podpis. To było sześć lat temu, w maju. Przyniósł wtedy storczyka i zapytał, czy dom jest jeszcze ubezpieczony.”
Roman pobladł.
Teresa ścisnęła jego rękę.
Nagranie trwało dalej.
„Kuba nie jest moim spadkobiercą. Nie chcę obciążać dziecka majątkiem ani wojną dorosłych. Chcę tylko, żeby wiedział, że dobro zostawia ślad. A mój dom ma służyć takim jak ja. Tym, którzy siedzą przy oknach i czekają, aż ktoś zauważy, że chce im się pić.”
Mama Kuby płakała cicho.
Sędzia zdjął okulary.
Roman nie patrzył już na nikogo.
W następnych tygodniach wyszło na jaw, że to on zabrał z domu matki część dokumentów i kosztowności, próbując udowodnić, że „coś ginęło od dawna”. Pieniądze, o które oskarżył Kubę, rzeczywiście nie były skradzione — zostały legalnie wypłacone przez panią Helenę i przekazane pani Janinie na koszty notarialne oraz zabezpieczenie testamentu.
Sąd utrzymał wolę pani Heleny.
Dom nie został sprzedany.
Roman przegrał.
Ale najważniejsze wydarzyło się później, w zwykły czerwcowy dzień, kiedy drzwi domu pani Heleny otwarto ponownie.
Na furtce zawieszono nową tabliczkę:
Dom Dziennego Wsparcia imienia Heleny Wysockiej
Pokój Słoneczny Kuby