„Proszę nie oskarżać mojego dziecka na cmentarzu.”
Roman spojrzał na nią z pogardą.
„Pani powinna była go lepiej pilnować.”
Wtedy stara sąsiadka, pani Janina, która przez całe życie mówiła mało, odezwała się zza pleców Kuby:
„A pan powinien był lepiej pilnować własnej matki, kiedy jeszcze żyła.”
Roman poczerwieniał.
Kobieta w czarnym płaszczu szepnęła:
„Zostaw. Dom i tak będzie nasz.”
Kuba usłyszał.
Jego mama też.
Po pogrzebie wrócili do mieszkania w ciszy. Kuba poszedł prosto do ogrodu za blokiem. Nie był to prawdziwy ogród, raczej mały kawałek ziemi między trzepakiem a starą jabłonką, gdzie dzieci z kamienicy zakopywały skarby: kapsle, kamienie, figurki, czasem listy do przyszłości.
Pod jabłonką ziemia była mokra.
Kuba uklęknął i zaczął kopać rękami.
„Synku?” Mama stanęła za nim. „Co robisz?”
„Pani Helena powiedziała…”
Nie dokończył. Palce natrafiły na coś twardego.
Mama przykucnęła obok. Razem odgarnęli ziemię i wyjęli metalowe pudełko po herbacie, owinięte w kilka warstw folii. Było brudne, ale zamknięte na małą kłódkę. Do folii przyklejona była koperta.
Na niej drżącą ręką napisano:
Dla Kuby i jego mamy. Nie oddawać Romanowi.