„On naprawdę ją kochał.”
Roman spuścił głowę.
„Wiem, że mu zrobiłem krzywdę.”
Kuba poczuł, jak serce zaczyna bić mu szybciej.
Roman wszedł na ganek, ale nie przekroczył progu.
„Kuba?”
Chłopiec nie ruszył się.
Mama spojrzała na syna, pytając wzrokiem, czy chce podejść.
Kuba po chwili wyszedł.
Roman wyglądał na człowieka, który nie wie, jak przepraszać, bo całe życie wolał oskarżać.
„Nie powinienem był powiedzieć, że ukradłeś.”
Kuba patrzył na niego w milczeniu.
„Moja matka… była samotna. A ja nie chciałem tego widzieć. Łatwiej było mi uwierzyć, że ktoś coś od niej wziął, niż że ja sam nic jej nie dałem.”
Wiatr poruszył liśćmi jabłonki przy płocie.
Kuba w końcu zapytał:
„Dlaczego pan nie przychodził?”
Roman zamknął oczy.
To pytanie było małe, dziecięce i bezlitosne.