Na ścianie wisiał jego dziecięcy rysunek: pani Helena w fotelu, chłopiec ze szklanką i wielkie żółte słońce za oknem.
Po latach Kuba wrócił tam jako dorosły mężczyzna, już w białym fartuchu, zaproszony na rocznicę otwarcia domu. Stanął przy oknie i przez chwilę znów miał dziesięć lat. Znów czuł w dłoniach drżącą szklankę. Znów słyszał głos Romana: „Nikt nie jest taki dobry bez powodu.”
Uśmiechnął się smutno.
Pani Helena znała powód.
Powód był prosty.
Ktoś kiedyś musi zobaczyć człowieka, którego wszyscy mijają.
Ktoś musi zapytać, czy chce mu się pić.
Ktoś musi zostać, nawet jeśli nie dostanie za to nic.
Tego dnia, po uroczystości, Kuba poszedł do starej jabłonki za blokiem, pod którą znalazł pudełko. Drzewo było krzywe, ale wciąż rodziło małe kwaśne jabłka. Usiadł pod nim z mamą, która miała już siwe pasma przy skroniach.
„Myślisz, że wiedziała, co się stanie?” zapytał.
Mama spojrzała na dom pani Heleny w oddali.
„Myślę, że znała ludzi. I znała ciebie.”
Kuba milczał chwilę.
„A jeśli wtedy bym nie kopał?”
Mama uśmiechnęła się.
„Kopałbyś. Zawsze kopałeś tam, gdzie ktoś powiedział, że jest coś ważnego.”
Roześmiał się.