Kiedy talerze w końcu zostały sprzątnięte, Clara otarła usta lnianą serwetką. Nie spojrzała na mnie, wydając ostatnie polecenie tego wieczoru. „Chodź do kuchni, Avo. Czas, żebyś nauczyła się przygotowywać mój firmowy olej ziołowy. Może odrobina ciepła wyostrzy twój otępiały umysł”.
Mason wstał, wygładzając swoją skrojoną na miarę marynarkę. Nie dotknął mnie pocieszająco. Nie zapytał, czy wszystko w porządku. Po prostu odwrócił się, wszedł do swojego gabinetu wyłożonego mahoniową boazerią i zamknął ciężkie drzwi. Głośny, zdecydowany trzask zamka, rozbrzmiewający echem w korytarzu, był dźwiękiem mojego jedynego, rzekomego obrońcy, który zamykał mnie w więzieniu razem z wilkiem.
2. Lekcja wrzenia
Kuchnia była rozległym, przemysłowym rajem dla szefa kuchni, cała lśniąca stalą nierdzewną i surowym białym marmurem. Przypominała raczej salę operacyjną niż miejsce pełne pożywienia.
Klara stała przy ogromnej kuchence gazowej. Na największym palniku stał żeliwny garnek o grubym dnie, bladożółty olej w środku trząsł się i dymił, emanując falą intensywnego ciepła, które wprawiało powietrze w drżenie. Stałem kilka kroków dalej, a serce waliło mi w żebra jak uwięziony ptak.
„Podejdź bliżej” – rozkazała Klara, wskazując na miejsce tuż obok kuchenki. „Nie nauczysz się niczego, jeśli będziesz się kulić w kącie jak bezpański pies”.
Zrobiłem niepewny krok naprzód, czując żar bijący mi w twarz. „Clara, dymi. Chyba jest za gorąco…”
„Nie pytałem cię o opinię redakcyjną, Avo” – warknęła. Wyciągnęła rękę i chwyciła za gruby uchwyt garnka.
To, co stało się później, nie nastąpiło w mgnieniu oka, lecz w przerażającym, hiper-skupionym, zwolnionym tempie. Clara się nie potknęła. Nie poślizgnęła się. Spojrzała mi prosto w oczy, a jej wyraz twarzy zmienił się w maskę przerażającej, beznamiętnej obojętności.
Rozważnym, zamaszystym ruchem przechyliła ciężki garnek.