„Jest taka roztrzepana, doktorze, ciągle się spieszy” – błagał Mason, ocierając sztuczne łzy z oczu, gdy do pokoju wszedł wysoki mężczyzna w białym fartuchu. „Potknęła się o kuchenny dywan, próbując poruszyć gorący olej. Proszę, zróbcie, co trzeba! Ratujcie jej piękną skórę! Jest całym moim światem”.
Dr Silas Harrison był człowiekiem wykutym z granitu. Był kierownikiem oddziału oparzeń, specjalistą o głębokim, spostrzegawczym spojrzeniu i aurze absolutnego, niezachwianego spokoju. Spędził dekady, czytając ludzką tkankę niczym ponury, kryminalistyczny tekst.
Dr Harrison nie spojrzał na Masona. Nie skinął głową na znak pocieszenia. Nawet nie zauważył szlochającego zachowania mężczyzny.
Bezszelestnie podszedł do mojego łóżka, regulując intensywne, halogenowe światło. Jego twarz była przerażająco spokojna jak maska, gdy zakładał rękawiczki.
„Witaj, Avo. Teraz obejrzę twoje ramiona” – mruknął niskim, jednostajnym głosem, który rozbrzmiewał w całym pomieszczeniu.
Trzymałam mocno zaciśnięte oczy, drżąc gwałtownie, a groźba Masona odbijała się echem w ciemnych zakamarkach mojego umysłu.
Dr Harrison delikatnie uniósł moje prawe ramię. Nie tylko zobaczył pęcherze na mojej skórze, ale i odczytał historię, którą ono opowiadało. Obrysował zewnętrzne krawędzie poważnych oparzeń drugiego i trzeciego stopnia. Zauważył, jak olej rozprysnął się silnie skoncentrowanym, gęstym strumieniem, spływając w dół,
Ocierając się ciężko o wierzch moich przedramion i przód ud.