Mason uklęknął, chwycił ręcznik kuchenny i zaczął gorączkowo wycierać nadmiar oleju z nieskazitelnej marmurowej podłogi. Dopiero wtedy odwrócił się do mnie. Złapał mnie za piekące ramiona, nie z czułością, ale brutalnym, bolesnym uściskiem na bicepsie, który przygwoździł mnie do podłogi, zmuszając do spojrzenia na niego.
„Potknęłaś się, Avo” – powiedział Mason, jego głos był oszołomiony, ale całkowicie pozbawiony empatii. „Byłaś roztargniona, nie zwracałaś uwagi i potknęłaś się o dywan, niosąc garnek. Powiedz to!”
„Mason, proszę… to piecze, Boże, piecze…” szlochałam, walcząc z jego uściskiem, ból zatamował mi wzrok w ciemności.
Jego palce wbijały się coraz głębiej w siniaki, które Clara zaczęła sobie robić przy kolacji. „Powiedz to, Avo! Jeśli nie powiesz, przyjedzie policja. Powiedzą, że jesteś niestabilna. Zamkną cię na oddziale. Powiedzą, że się przewróciłaś!”
Przez mgłę absolutnego bólu czułam duszący ciężar ich wspólnego spojrzenia – wypaczona, potworna rodzina, zbudowana na okrucieństwie i samozachowawczości. Pozwoliliby mi spłonąć tu, na podłodze, jeśli bym się nie posłuchała.
„Ja… ja się przewróciłam” – zdołałam wykrztusić, a słowa smakowały mi w ustach jak popiół.