„Jeśli Delorme upadnie, ty też się zranisz”.
Tym razem miał rację. Delorme Promotion nie było zwykłym biznesem rodzinnym. Były tam miejsca pracy, podwykonawcy, publiczne terminy, dostawcy, zwykli ludzie, którzy zawsze płacili wyższą cenę niż potężni. Halcyon mógł załagodzić cios. Inni – mniej.
„Wiem” – odpowiedziałem. „Właśnie dlatego Arthur wciąż czeka na trzecią fazę”.
Henry patrzył na mnie i po raz pierwszy w jego głosie zabrzmiało coś na kształt szczerości.
„Powinieneś był nam powiedzieć, kim jesteś”.
Zaśmiałem się.
„Nie. Powinieneś był zachowywać się lepiej, kiedy myślałeś, że jestem nikim”.
I wyszedłem.
Drzwi samochodu zamknęły się, odsłaniając ciepłą skórę i ciszę.
Dopiero wtedy, sam na tylnym siedzeniu, zacząłem drżeć.
Nie ze strachu. Nie do końca.
Z nagłego uwolnienia się od wszelkich ograniczeń.
Mokre ubrania przykleiły mi się do skóry. Skóra głowy piekła mnie z zimna. Dziecko znów się poruszyło, tym razem wolniej, a ja przycisnęłam obie dłonie do brzucha z delikatną, niemal zwierzęcą siłą. Byliśmy na miejscu. Wstrząs minął. Ładunek został odpalony. Promień rażenia pozostał, na razie, pod kontrolą.
Zadzwonił telefon.
Arthur.
„Powiedz mi”.
„Druga faza jest aktywna” – odpowiedział. „Wszystkie wybrane nieruchomości przechodzą kontrolę obłożenia. Usługi transportu dla kadry kierowniczej Delorme są zawieszone. Dwóch administratorów już zadzwoniło, żeby zdystansować się od Diane”. A twoja inicjatywa w kwestii regularyzacji personelu była doskonała: w ciągu dziesięciu minut znaleźliśmy sześć nieprawidłowości w wypłatach.