Na oddziale noworodkowym powietrze było zimniejsze niż na korytarzu, a unoszący się w nim sterylny zapach sprawił, że Javier poczuł ucisk w klatce piersiowej, którego nie potrafił od razu nazwać.
Zrobił krok naprzód, wciąż trzymając bukiet w dłoni, a płatki lekko drżały, jakby reagowały na coś, czego jeszcze nie zrozumiał ani nie zaakceptował.
Za szkłem, w identycznych, przezroczystych łóżeczkach, leżało kilka noworodków, każde szczelnie owinięte, każde cicho oddychało w przyćmionym, kontrolowanym oświetleniu.
Pielęgniarka gestykulowała delikatnie, jej wyraz twarzy był ostrożny, niemal wyuczony, jakby już wiele razy wcześniej przekazywała trudne prawdy.