W końcu odwrócił się od oddziału noworodkowego, a każdy krok w stronę pokoju Valerii był wolniejszy od poprzedniego, jakby wahanie ogarnęło jego ciało.
Gdy wszedł, Valeria podniosła wzrok znad łóżka. Jej twarz była blada, ale opanowana, a oczy wpatrywały się w jego twarz, zanim jeszcze zdążył cokolwiek powiedzieć.
„Widziałeś go?” zapytała cicho, a w jej głosie słychać było ostrożną nadzieję, która natychmiast sprawiła, że w piersi Javiera zacisnęło się coś nieznanego.
Nie odpowiedział od razu.
Zamiast tego położył bukiet na pobliskim stole, nie wręczając go jej, nie uznając go już za prezent, po prostu go tam zostawił.
„Opowiedzieli mi o testach” – powiedział w końcu, jego ton był beznamiętny, pozbawiony pewności siebie, którą kiedyś tak łatwo było mu wyrażać w każdej rozmowie.
Oczy Valerii na moment zamrugały, krótkie zawahanie, które potwierdziło więcej, niż jakiekolwiek wyjaśnienie mogłoby mu dać.
„To nie tak, jak myślisz” – odpowiedziała szybko, ale w jej głosie zabrakło pewności, którą dawniej emanowała, gdy mówiła o przyszłości.
Javier powoli wypuścił powietrze, patrząc na nią nie ze złością, lecz z cichym wyczerpaniem, które zastąpiło jego wcześniejszą dumę.
„To powiedz mi, co się stało” – rzekł, nie podnosząc głosu, co sprawiło, że dystans między nimi wydał się jeszcze większy.
Odwróciła wzrok, zaciskając palce na szpitalnym prześcieradle, szukając słów, które zdawały się nie chcieć wypłynąć.
„Był czas… zanim się poznaliśmy… wszystko nie było jasne” – mruknęła, jej wyjaśnienia były urywane, niepewne, jakby sama już w nie do końca wierzyła.