Gdzieś daleko od miasta Lucía prawdopodobnie odpoczywała, czekała, trzymając się przyszłości zbudowanej na nadziei, a nie na pewności.
Nie myślał o tej przyszłości, kiedy ją odsyłał.
Nie brał pod uwagę możliwości, że dokona takiego samego wyboru i będzie od niego czegoś żądał w zamian.
Teraz, stojąc między szkłem a ciszą, czuł, jak wymagania te narastają, zadając pytanie, którego nie mógł już dłużej ignorować.
Co było ważniejsze — prawda, której się obawiał, czy iluzja, w którą postanowił uwierzyć?
Odpowiedź nie nadeszła natychmiast.
Ale po raz pierwszy Javier zrozumiał, że cokolwiek wybierze, nie będzie to miało wpływu na tę chwilę.
Zdefiniowałoby wszystko, co nastąpiło później.
Javier stał na korytarzu dłużej, niż zamierzał, wpatrując się w słabe odbicie swojego ciała w szybie, ledwo rozpoznając patrzącego na niego mężczyznę.
Bukiet stracił swój kształt, płatki były nierówne, łodygi lekko powyginane, wyglądał jak coś, co kiedyś było starannie ułożone, ale teraz nie ma już żadnego celu.