„Ale my z nimi żyjemy.”
Javier ponownie skinął głową, czując, że ciężar tej prawdy osiada na nim mocniej, niż mógłby to uczynić jakikolwiek gniew.
Nie prosił, żeby zostać.
Nie prosił o wybaczenie.

Ponieważ po raz pierwszy zrozumiał, że ani jednego, ani drugiego nie można wymagać, ani żadnego przyspieszyć.
Zamiast tego stał tam jeszcze chwilę, obserwując małe, ciche życie, którego prawie nie chciał widzieć.
A potem powoli się cofnął.
„Wrócę” – powiedział, nie jako obietnica, ale jako możliwość, coś, na co trzeba sobie zasłużyć, a nie zakładać.
Lucía nie odpowiedziała, ale też nie odwróciła wzroku.
I jakoś to wystarczyło.