Głowa Daniela gwałtownie zwróciła się w moją stronę.
Sięgnęłam do torby i wyciągnęłam zapieczętowany czarny folder.
Voss zesztywniał. „Wysoki Sądzie, to jest niewłaściwe”.
Podeszłam do ławy sędziowskiej.
„Nie” – powiedziałam cicho. „Niewłaściwe jest kradzież majątku małżeńskiego, fałszowanie oświadczeń, przekupywanie rzeczoznawcy, grożenie świadkowi i pranie brudnych pieniędzy z kliniki za pośrednictwem organizacji charytatywnej narzeczonej”.
Uśmiech Elise zniknął.
Wyraz twarzy Daniela stwardniał. „Lena”.
Tego ranka po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy.
„Wybrał pan niewłaściwą kobietę”.
Voss zareagował natychmiast. „Wysoki Sądzie, sprzeciwiamy się wszelkim nieujawnionym materiałom”.
Sędzia Marlowe przyjął teczkę, ale jej nie otworzył. „Pani Hale, proszę o wyjaśnienie”.
Czułam na sobie wzrok Daniela, który próbował zmusić mnie do milczenia tym samym spojrzeniem, którym posługiwał się w domu, w windach, na balach charytatywnych, przy szpitalnych łóżkach, gdzie darczyńcy uśmiechali się do zdjęć.