Ethan powoli wypuścił powietrze.
„Nie” – powiedział. „Chronię rodzinę, którą stworzyłem”.
Lauren spojrzała na niego.
Coś zmieniło się w jej wyrazie twarzy – nie zwycięstwo, nie szczęście, ale ulga tak przytłaczająca, że aż bolało.
Patricia powiedziała gorzko: „Wrócisz na kolanach, kiedy będziesz nas potrzebować”.
Odpowiedź Ethana ani na chwilę nie zadrżała. „Potrzebowaliśmy cię w tym tygodniu. Pokazałeś nam dokładnie, kim postanowiłeś być”.
Po czym zakończył rozmowę.
Przez kilka sekund ani on, ani Lauren nie poruszyli się.
W końcu Lauren wyszeptała: „Dziękuję”.
Ethan powoli pokręcił głową. „Powinienem był to zrobić lata temu”.
„To nie znaczy, że dzisiejszy dzień jest mniej ważny”.
W tym momencie Noah wszedł do kuchni, ciągnąc za ucho swojego niebieskiego słonia po podłodze. Jego piżamowa koszula zwisała krzywo, a oczy wciąż łzawiły mu od mdłości.
„Mamo” – mruknął, unosząc obie ręce w stronę Lauren.