Ciało Noaha było zbyt gorące w kontakcie z klatką piersiową Ethana i jakoś to przerażało go bardziej niż kłótnia. Złość była do opanowania. Dziecko z gorączką – nie.
„Jak wysoka?” – zapytał cicho Ethan.
Lauren otarła oczy grzbietem dłoni. „Godzinę temu było 39,7 stopnia. Podałam mu lekarstwo. Pielęgniarka pediatryczna kazała mi go obserwować, chyba że gorączka sięgnie 39,5 stopnia albo oddech się pogorszy”.
Ethan skinął głową. „Dobrze. Usiądź”.
„Muszę jeszcze dokończyć zupę”.
„Nie, nie musisz”. Ostrożnie przesunął Noaha i poprowadził Lauren w stronę krzesła. „Usiądź”.
Zawahała się, jakby odpoczynek stał się czymś, na co nie będzie już pozwalać.
sam do zrobienia.
To zabolało go bardziej, niż się spodziewał.
Spędził ostatnie pięć dni, siedząc na prezentacjach w hotelowych salach konferencyjnych, narzekając na kiepską kawę i opóźnione windy. Tymczasem Lauren była uwięziona w domu z chorym maluchem i dwojgiem krewnych, którzy najwyraźniej uważali, że samo przebywanie w tym samym pokoju jest równoznaczne z pomocą.
Ethan poprawił Noaha na ramieniu i otworzył szafkę z lekami. „Kiedy dostał ostatnią dawkę paracetamolu?”
„O szóstej piętnaście”.
Sprawdził godzinę. „Dobrze. Będziemy wszystko śledzić”.