Wynoś się stąd, zanim zadzwonię na policję. Carlos Mendoza wyrwał czarną kartę z rąk Sofii Hernandez i rzucił ją na marmurową podłogę. Jego wypolerowany oksford uderzył mocno, miażdżąc kartę Centurion z limitem 5000 landala pod obcasem jak niedopałek papierosa. „To wstyd dla wszystkich” – krzyknął na tyle głośno, że usłyszało go całe lobby. „Skąd masz tę fałszywą kartę, oddaj ją”. Recepcjonistka Maria zaśmiała się nerwowo.
Powinienem wziąć mopa. Ta karta pewnie ma choroby. Płócienne trampki Sofii ani drgnęły. Jej wyblakłe dżinsy i biała bawełniana koszula najwyraźniej wyzwoliły w tych ludziach wszystkie rasistowskie instynkty. Na cyfrowym zegarze w holu mignęła godzina 23:47. Dziś wieczorem byli świadkami pracowników, którzy nie mieli pojęcia, że niszczą własne kariery każdym okrutnym słowem. „Czy kiedykolwiek nazwano cię śmieciem w miejscu, w którym wszystko należy do ciebie?”