Filip spojrzał na niego z tym swoim poważnym, zbyt dorosłym wzrokiem.
— Dzisiaj jedziemy z mamą — powiedział.
Paweł spojrzał na mnie.
W jego oczach była wściekłość.
— Nastawiłaś ich przeciwko mnie.
Przyciągnęłam chłopców do siebie.
— Nie, Paweł. Ty po prostu mówiłeś, kiedy mikrofon był włączony.
To był koniec tamtego dnia.
Ale nie koniec sprawy.
Nagranie zmieniło wszystko.
Mój adwokat, mecenas Lis, przez chwilę milczał, kiedy je odsłuchał. Potem zdjął okulary i powiedział:
— Pani Magdaleno, ten człowiek właśnie zrobił coś, czego my nie mogliśmy uzyskać od lat. Sam opisał mechanizm ukrywania dochodów.
Sprawa o zaległe alimenty ruszyła natychmiast. Kancelaria ojca Alicji dostarczyła dokumenty inwestycyjne, w których Paweł przedstawiał majątek zupełnie inny niż ten deklarowany w sądzie rodzinnym. Spółka kuzyna okazała się pudełkiem na pieniądze. Przelewy, umowy doradcze, faktury za fikcyjne usługi — wszystko zaczęło wypływać.
Paweł pisał do mnie przez pierwsze tygodnie.
Najpierw groził.
Potem błagał.
Potem próbował udawać ojca.
“Chcę zobaczyć chłopców. To też moje dzieci.”
Odpisałam tylko raz:
“Spotkania będą ustalane przez sąd i psychologa dziecięcego. Nie przez twoje poczucie utraconej kontroli.”
Nie odpisał więcej.
Alicja zadzwoniła do mnie miesiąc później.