— Moja siostra była w małżeństwie z kimś podobnym. Wszyscy mówili, że przesadza, dopóki nie znalazła dowodów. Pani ma dzieci?
Spojrzałam na Leona i Filipa.
— Dwóch synów.
— W takim razie nie wyłączę systemu.
Kiedy wysiedliśmy z samochodu, kilkanaście osób odwróciło głowy.
Nie dlatego, że byłam ważna.
Dlatego, że Paweł przez lata opowiadał o mnie tak, że spodziewali się kogoś innego.
Może kobiety zmęczonej, szarej, zawstydzonej. Może byłej żony w taniej garsonce, trzymającej dzieci zbyt mocno, żeby nie zobaczono, jak trzęsą jej się ręce.
A ja stałam tam w różowej sukni, z synami po bokach, z wyprostowanymi plecami i telefonem, w którym właśnie przychodziło nagranie mogące zmienić wszystko.
Paweł wyszedł na schody.
Najpierw zobaczył samochód.
Potem mnie.
Potem chłopców.
Jego twarz stężała.
Był w szarym smokingu, idealnie ogolony, piękny w ten sposób, który kiedyś wydawał mi się bezpieczeństwem. Teraz widziałam tylko człowieka, który umiał wyglądać czysto, nawet kiedy w środku wszystko miał brudne.
Podszedł szybko.
— Magda. Nie spodziewałem się… takiego wejścia.
— Przecież zaprosiłeś mnie na ślub.
Spojrzał na chłopców.
— Cześć, agenci.
Leon schował się lekko za moją suknią.
Filip odpowiedział:
— My jesteśmy z mamą.
Paweł mrugnął.
Małe zdanie.
Ogromny cios.