„Panie Wierzbicki, czyste są tylko dokumenty, które człowiek dobrze przygotuje.”
Twarz ojca Alicji zrobiła się kamienna.
A potem padła najgorsza część.
„A chłopcy?” — spytał ktoś.
Głos Pawła:
„Chłopcy przydadzą się Alicji. Ona chce rodziny, a po ślubie lepiej wyglądać z gotowymi dziećmi niż czekać. Magda pęknie. Wystarczy jej przypomnieć, że miała epizody depresyjne po porodzie. Sąd nie lubi niestabilnych matek.”
Leon ścisnął moją rękę.
Filip powiedział bardzo cicho:
— Mamo, tata mówi o nas?
Uklęknęłam przed nimi, choć wokół stały dziesiątki ludzi.
— Tak, kochanie. I właśnie dlatego już nigdy nie będziemy udawać, że to jest w porządku.
Paweł dopadł wejścia, ale z wnętrza wyszedł Tomasz — młody mężczyzna w czarnej koszuli, z kablem w dłoni i twarzą bladą, lecz stanowczą.
— System się nagrywał — powiedział. — Kopia już została wysłana.
Paweł chwycił go za ramię.
— Ty idioto, wiesz, co zrobiłeś?
Ojciec Alicji podszedł i odciągnął Pawła jedną ręką.
— To pytanie powinieneś zadać sobie.
Alicja stała kilka metrów dalej, nieruchoma.
Jej welon drżał na wietrze.
Patrzyła na Pawła tak, jak patrzy się na człowieka, którego twarz nagle okazuje się maską.
— Powiedziałeś mi, że ona cię zniszczyła — szepnęła.
Paweł odwrócił się do niej.
— Alicja, posłuchaj. To jest wyrwane z kontekstu.