— Powiedziałeś, że nie widujesz synów, bo ona ci nie pozwala.
Milczał.
— Powiedziałeś, że płacisz więcej, niż możesz.
Milczał.
— Powiedziałeś, że jesteś uczciwy.
Wtedy Filip, mój mały Filip, który bał się głośnych suszarek i burzy, nagle wyszedł zza mojej sukni.
— Tata obiecał przyjść na mój występ z dinozaurem i nie przyszedł — powiedział.
Nikt się nie poruszył.
Filip kontynuował:
— Mama powiedziała, że pewnie miał pracę. Ale potem płakała przy zmywarce.
Paweł wyglądał, jakby ktoś go uderzył.
Nie dlatego, że zrozumiał ból dziecka.
Dlatego, że dziecko powiedziało to publicznie.
Alicja zdjęła pierścionek zaręczynowy.
Powoli.
Bardzo spokojnie.
Podała go Pawłowi, ale nie dotknęła jego dłoni.
— Ślubu nie będzie.
W tłumie rozszedł się szmer tak wielki, jakby sam kościół westchnął.
Paweł patrzył na nią z niedowierzaniem.
— Nie możesz tego zrobić.
— Mogę — powiedziała. — Właśnie się uczę od twojej byłej żony.
Jej głos się załamał, ale się nie cofnęła.
— Ona przyszła tu, żeby chronić swoje dzieci. Ja wychodzę, żeby nie dać ci kolejnych ludzi do wykorzystania.
Ojciec Alicji spojrzał na mnie.
— Pani Magdaleno, proszę przekazać nagranie swojemu pełnomocnikowi. Moja kancelaria również będzie potrzebowała kopii. Ten człowiek próbował wprowadzić mnie w inwestycję na podstawie fałszywych oświadczeń.
Paweł wybuchł: