Jej ojciec, wysoki mężczyzna w czarnym smokingu, podszedł od strony wejścia.
— Pawle, co to ma znaczyć?
Wtedy z wnętrza kościoła popłynął dźwięk.
Najpierw trzask.
Potem szum.
A potem głos Pawła.
Wyraźny.
Zimny.
Rozpoznawalny dla każdego, kto stał na schodach.
„Zaprosiłem ją specjalnie. Alicja musi zobaczyć, do czego człowiek schodzi, kiedy wiąże się z kobietą bez klasy. Magda przyjdzie z tymi chłopcami, będzie wyglądać jak samotna matka z rachunkami w torebce. Idealnie. Wszyscy zrozumieją, dlaczego wybrałem lepsze życie.”
Alicja zamarła.
Paweł rzucił się w stronę drzwi.
— Wyłączcie to!
Ale głos grał dalej.
„Zaległe alimenty? Proszę cię. Oficjalnie zarabiam tyle, ile pokazuję. Reszta idzie przez spółkę Marcina. Magda nigdy tego nie znajdzie. Po ślubie załatwimy ugodę, niech podpisze, że nie będzie dochodzić zaległości. Wystarczy ją przycisnąć przy ludziach.”
Goście zaczęli szeptać.
Ktoś zakrył usta dłonią.
Ojciec Alicji odwrócił się powoli do Pawła.
Na nagraniu pojawił się inny głos — jego własny.
„Mówiłeś, że sprawy finansowe są czyste.”
Paweł z nagrania zaśmiał się lekko.